Norges Beste Skjegg 2022 — jak nasz rodak wygrał konkurs na najlepszą brodę w Norwegii
Norges Beste Skjegg odbył się pod koniec września 2022 w Drammen. Wygrałem nie tylko w swojej kategorii „Broda 20 cm+", ale otrzymałem również nagrodę główną za najlepszą brodę w Norwegii w 2022 r.
Broda od czasów starożytnych utożsamiana była z najważniejszymi postaciami. Faraoni, władcy czy wojownicy wyróżniali się wyglądem. Broda miała nie tylko za zadanie podkreślać ważność i pozycję danej osoby, ale również siać postrach u przeciwników. Każdy z nas identyfikuje wojowników — przede wszystkim wikingów — z tym właśnie charakterystycznym elementem. Potomkowie Ragnara w swoich podbojach niechętnie jednak podróżowali w kierunku Słowian, ponieważ w konfliktach z nimi wcale nie byli dominującą stroną.
Słowiańskie łodzie były nie tylko szybsze, ale również — z uwagi na masywne konstrukcje — w stanie obrócić nordyckie drakkary przy zderzeniu. Sam Juliusz Cezar z szacunkiem wypowiadał się o Wenetach, czyli Słowianach. Byli oni nie tylko szanowanym na całym morskim wybrzeżu plemieniem, ale również bardzo mądrym, zdolnym i walecznym.
W XXI w., niemal po 886 latach od ostatniej bitwy nad portem Konungahelą, w Drammen nieopodal Oslo doszło do kolejnego starcia. Postanowiłem bowiem sam zmierzyć się ze skandynawskimi wojownikami — w trochę inny sposób niż dotychczas. Mianowicie podczas konkursu wyłaniającego najlepszą brodę w Norwegii w 2022 r.
Tuż przed potyczką sądziłem, że samo zakwalifikowanie się do dziesięciu najlepszych brodaczy w kategorii 20 cm+ było już sporym osiągnięciem. Wstając rano, nie przypuszczałem, że ta sobota pozostanie w mojej pamięci do końca życia. Plan był jeden: pokazać jakość brody i efekty sumiennej pielęgnacji od około półtora roku. Po ostatecznych szlifach u barbera, tuż przed konkursem, założyłem swój garnitur w kratkę, kapelusz oraz czarne vansy — na przekór wszystkim, pokazując niepowtarzalny ubiór.
Gdy wszedłem do teatru w Drammen, miejsca starcia, wszystkie oczy zwróciły się na mnie. Faworytami stali się prawdziwi Wikingowie — mający nie tylko toporki jako elementy stroju, ale przede wszystkim niepowtarzalne nordyckie odzienia, niczym żołnierze Ragnara z serialu „Vikings". Nie wspominając o potężnych brodach, niekiedy aż do kolan, ponieważ moja kategoria nie miała ograniczeń co do maksymalnej długości brody.
Cel w głowie był prosty. Nie długość brody, ale jakość. Perfekcyjne linie, przygotowanie, nadanie uroku nieskazitelnie prostej, a jednocześnie bardzo swobodnej brodzie, naturalnie poruszającej się przy każdym ruchu głową. Miała 30 cm. Choć głównym jej atrybutem był kolor: polskiej złotej jesieni.
Pewnym krokiem wszedłem na scenę. Niczym waleczny husarz, lecz z gracją. Kolejnym etapem było sprawdzanie jakości brody poprzez dotyk. W gronie pięciu sędziów była tylko jedna kobieta — barberka z bardzo popularnego salonu. Postanowiłem spojrzeć jej prosto w oczy i potrząsnąć brodą. Był to strzał w dziesiątkę! Roześmiała się i powiedziała z uśmiechem: „szejki, szejki".
Podczas narady wszyscy sędziowie jednocześnie spojrzeli na mnie — wiedziałem, że coś się święci. Usłyszałem swoje nazwisko. Nie wierzyłem, że dzieje się to naprawdę! Cała widownia klaskała. Uroniłem łzę szczęścia, bo się udało. Tym bardziej, że pochodziłem z innego kraju, a werdykt był szczery — nie czułem zawiści ze strony przeciwników.
Opuszczając teatr, zrobiłem mały krok niczym Armstrong — zapisując się w historii jako pierwszy słowiański brodacz deklasujący Skandynawię. To wydarzenie było tylko początkiem mojej brodatej przygody: wywiady, reportaże, sesje zdjęciowe, wizyta w norweskiej telewizji śniadaniowej czy udział w projekcie z aktorem Tobiasem Santelmannem to nieliczne epizody. Pochodzę z Płońska na Mazowszu, a od kilku lat mieszkam w Oslo. Czuję się Słowianinem i jestem z tego dumny.
„Nie długość brody, ale jakość."
